środa, 20 kwietnia 2011

Żyrandole, jarzeniówki, halogeny czyli wstęp do czegoś naprawdę wielkiego

Przeflancowuję siebie i swój ogródek na nowy skrawek ziemi. Dosłownie i w przenośni. Oto moje nowe-stare życie. JA. MOJA rzeczywistość, przeszłość i przyszłość. Na poważnie i pół-poważnie. MOJA stara pasja w nowym wydaniu. Na NOWO, na CZYSTO, z NOWYM doświadczeniem, bez obciążeń i marnych wspomnień, z ogromną determinacją, uśmiechem na twarzy. Tak jak lubię w wiecznej DRODZE, w TOKU, w fazie ROZWOJU, bez pisania zakończeń, bez planowania. Moja trucizna i antidotum. Nie do zagłuszenia i nie do wyplenienia.
.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Na dobry początek zacznę od światła, które od zawsze w szczególny sposób na mnie wpływało.
Zdarza mi się czasem powracając z mojej codziennej eskapady po Warsaw-city zerkać ludziom w okna. I co widzę? W co drugim z nich bździ górne oświetlenie w postaci co bardziej wymyślnych żyrandoli lub (o zgrozo!) jarzeniówek. Żeby nie było wątpliwości cała reszta okien pulsuje niebiesko wraz z odbiornikami TV - bez jakiegokolwiek wspomagającego oświetlenia. Szklana pogoda chciałoby się zaśpiewać.
Doprawdy nie przestaję sobie zadawać pytania jak ludzie mogą to sobie robić ?! Chyba wiem także dlaczego mamy w Polsce do czynienia z tak wysokim odsetkiem chorób oczu. Jak można tak po prostu nie przywiązywać wagi do tego w jakim otoczeniu się odpoczywa (o pracy nie wspomnę)? Jak można nie próbować zabić się własną pięścią relaksując się przy świetle, które ma więcej wspólnego z publiczną toaletą, przedszkolem publicznym lub salą szkolną z wczesnych lat 90-tych (skądinąd wspominam je z łezką w oku i uczuciem mdłości w żołądku jak każdy komu przyszło być dzieckiem w latach 80-tych) niż z własnym miejscem na ziemi.Czy można wyobrazić sobie coś bardziej wspaniałego niż oświetlenie punktowe? Najlepiej w wydaniu halogenowym ... Tylko taki rodzaj oświetlenia daje pełną swobodę nie tylko w kształtowaniu charakteru pomieszczenia, w którym przebywamy, ale również - choć często tego nie zauważamy - w kszałtowaniu naszego nastroju. Z zachwytem zdarzało mi się obserwować jak zmieniało się moje mieszkanie o różnych porach dnia i roku. A wraz z nim ja. Przysięgłabym, że czasem wydawało mi się, że przebywam w zupełnie nowym miejscu w zależności od tego jaka była aktualna aura.
Kupując dom lub mieszkanie zwykle zwracamy ogromną uwagę na to, na którą stronę świata "wychodzą" okna. Jest to jeden z przyjemniejszych i ważnych determinantów wyboru nieruchomości, no może pomijając decyzję o takich mniej miłych drobiazgach jak lokalizacja, cena czy widok z okna. Mały dramat zaczyna się jednak w momencie doboru oświetlenia. Chyba, że odpowiednio przygotujemy się do akcji. Niestety aż za dobrze wiem z autopsji, że lokalizację gniazdek elektrycznych trzeba określić na długo przed decyzją o wyposażeniu wnętrza. Myślę jednak, że warto odrobić lekcje, bo korzyści mogą przekroczyć nasze najśmielsze oczekiwania. Zaoszczędzimy sporo pracy, pieniędzy i nerwów.
Ciepło i nastrojowo - prawidłowo
Fot. stockholmliving.com
Przy okazji oświetlenia i prezntowanych tu zdjęć zacznie się ujawniać moja słabość do elementów dekoracyjnych rodem ze Skandynawii, Hiszpanii, Indii i Japonii. Ale o tym w przyszłych odcinkach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz